piątek, 26 maj 2017
 


Start

Menu serwisu
Start
* * * * * * * * * *
Okres przedlokacyjny
Średniowiecze
Rzeczpospolita szlachecka
Pod zaborami
Powstanie Wielkopolskie 1918/1919
Druga Rzeczpospolita
Czasy współczesne
Pozostałe opracowania
Galeria
Nowości

Poniec - moje miasto

Darmowe statystyki
Ciężkie i burzliwe życie Drukuj
Historię tworzą nie tylko wybitni wodzowie, władcy, politycy, chociaż to oni są zazwyczaj wymieniani na kartach książek. Twórcami dziejów są również zwykli ludzie, których losy bywają nie mniej ciekawe niż wybitnych postaci. Przykładem takiej osoby jest Franciszek Skrzypczak. Relację o jego losach przekazali: córka Franciszka, pani Władysława Piotrowska i jej mąż Antoni

Życie Franciszka Skrzypczaka odzwierciedla losy naszego kraju w XX w. Przeżył dwie wojny światowe i powstanie wielkopolskie. Urodził się jeszcze w czasach, kiedy Polska była pod zaborami - 6 kwietnia 1893 r. w Pawłowicach. Jego ojciec był pracownikiem w majątku Mielżyńskich. Gdy miał 21 lat, w 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Podobnie jak tysiące innych Polaków musiał założyć niemiecki mundur. Został skierowany na front wschodni, gdzie toczyły się zacięte walki. Służył w kawalerii. O włos uniknął rosyjskiej niewoli. W ostatniej chwili schował się pod mostem, kiedy jego oddział natknął się na wroga i został zmuszony do wycofania się. Na szczęście przeżył wojnę i szczęśliwie wrócił do domu.



Jednak nie dane mu było od razu wrócić do cywilnego życia. W styczniu 1919 r. rozpoczęło się powstanie wielkopolskie na ziemi gostyńskiej. Franciszek służył w kompanii ponieckiej pod dowództwem Michała Kaźmierczaka. Dowódca frontu południowo - zachodniego por. Bernard Śliwiński uczynił go swoim ordynansem. Jego zadaniem było m. in. dostarczanie rozkazów do poszczególnych oddziałów. W czasie jednej z potyczek por. Śliwiński znalazł się w niebezpiecznej sytuacji, grożącej utratą życia. Z pomocą pospieszył mu Franciszek Skrzypczak, który wyprowadził swego dowódcę z niebezpieczeństwa. Niestety, nie wiemy dokładnie, na czym ta sytuacja polegała, ale z pewnością miała miejsce, gdyż po latach syn Bernarda pan Tomasz Śliwiński dziękował Franciszkowi za ten czyn. Jeszcze w trakcie powstania w dniu 2 lutego 1919 r. Franciszek ożenił z Anielą, z domu Kaczmarek, pochodzącą z Luboni. Po zakończeniu walk nastąpił wreszcie powrót do upragnionego pokojowego życia. Nie było ono jednak lekkie. Trudno było o pracę. Aby zdobyć środki na utrzymanie, Franciszek chwytał się różnych zajęć. Pracował jako robotnik leśny i w cegielni. W końcu sytuacja materialna zmusiła go do emigracji zarobkowej. Cztery lata spędził we Francji, gdzie pracował w kopalni. Podobnie jak on uczyniło tak wielu mieszkańców Ponieca. Ulicę Kusza, przy której mieszkali Skrzypczakowie, nazywano nawet popularnie ulicą Francuską, ze względu na to, że wielu mieszkańców udało się za pracą do tego kraju.
Wrzesień 1939 r. oznaczał nie tylko nowy, tragiczny rozdział w życiu kraju, ale również rodziny Skrzypczaków. Najpierw groza ucieczki z rodzinnego domu pod niemieckimi bombami. Po powrocie z wrześniowej tułaczki rozpoczęła się ponura noc okupacji. Codziennie mieszkańcy Ponieca z drżeniem oczekiwali, kto zostanie wezwany jako zakładnik. Na liście wezwanych znalazło się również nazwisko Franciszka Skrzypczaka. Okazało się jednak, że chodzi o Franciszka Skrzypczaka z ulicy Polnej, który zginął 21 października 1939 r. w egzekucji na rynku.
Franciszek podjął pracę w lesie i cegielni w Sowinach. Tutaj spotkała go przygoda. Pewnego dnia w gronie siedmiu osób wracał z pracy. Wtem na drodze pojawił się patrol niemiecki, który ich zatrzymał i rozpoczął kontrolę dokumentów. Według relacji pani Władysławy jednego z mężczyzn Niemcy zabrali do samochodu i wywieźli do Dzięczyny do niemieckich gospodarzy. Zaniepokojeni losem kolegi pozostali mężczyźni pojechali rowerami za niemieckim patrolem. Do mieszkania oczywiście nie mogli wejść, ale usłyszeli strzał. O dalszych losach zabranego nie ma, niestety, wiadomości. Prawdopodobnie jednak zginął.



Najgorszy okres dla rodziny Skrzypczaków rozpoczął się 28 sierpnia 1940. r., kiedy zostali brutalnie wysiedleni ze swojego domu przy ulicy Kusza. Mogli zabrać ze sobą tylko podręczny bagaż. Wszystkich wysiedlonych zapędzono najpierw do lokalu na ulicy Poznańskiej, obecnie Drożdżyńskiego, gdzie przez kilka lat mieścił się sklep Jedynka. Stąd wysiedleńców przewieziono do Łodzi. Tutaj znajdował się centralny punkt, w którym gromadzono wysiedlonych, kierując ich następnie do prac w różnych częściach kraju. Nierzadko przy tym rozdzielano rodziny. Franciszek otrzymał skierowanie do pracy w okolicach Janowa Lubelskiego, natomiast jego rodzeństwo - siostry Bronisława, Franciszka i brat Antoni - zostało skierowane do prac przymusowych w Niemczech.
Franciszek pracował ciężko w kamieniołomach. Później przeniesiono go do fabryki broni. Po latach wspominał, że podczas prac przymusowych szczególnie we znaki dawał się brak żywności. Na obszarze Lubelszczyzny działała partyzantka, która znajdowała pomoc u miejscowej ludności. Również Franciszek angażował się w udzielanie pomocy partyzantom, chociaż wiązało się to ze sporym ryzykiem. W przypadku wykrycia takiej współpracy groziła kara śmierci.
Dalsze wysiedleńcze losy zaprowadziły Franciszka do Niemiec. Został przeniesiony do wioski Neudorf w okolicach Głogowa, gdzie zatrudniono go przy pracach leśnych. Tutaj zastał go koniec wojny, który umożliwił mu powrót do Ponieca.
Przez cały okres wysiedlenia Franciszek Skrzypczak posiadał przy sobie legitymację powstańczą. Traktował ją jak najdroższą pamiątkę, dlatego zabrał na wojenną tułaczkę. Musiał ją jednak ukrywać w bucie. Niemcy nienawidzili powstańców wielkopolskich. Gdyby wydało się, że posiada taki dokument przy sobie, prawdopodobnie zostałby surowo ukarany. Na szczęście Niemcy nigdy jej nie wykryli.
Po wojnie Franciszek Skrzypczak wrócił do Ponieca i zamieszkał z powrotem przy ulicy Kusza. Początkowo pracował w Sowinach jako pracownik leśny, a następnie był dróżnikiem na kolei w Dzięczynie. Zmarł 10 stycznia 1970 r.

GRZEGORZ WOJCIECHOWSKI
Wieści z gminy Poniec
Nr 33 Wrzesień 2013
Następny >

Top!