piątek, 18 sierpień 2017
 


Start

Menu serwisu
Start
* * * * * * * * * *
Okres przedlokacyjny
Średniowiecze
Rzeczpospolita szlachecka
Pod zaborami
Powstanie Wielkopolskie 1918/1919
Druga Rzeczpospolita
Czasy współczesne
Pozostałe opracowania
Galeria
Nowości

Poniec - moje miasto

Darmowe statystyki
Historyczny pojedynek Drukuj
W czerwcu 2011 roku, w numerze 6 miesięcznika samorządowego „Wieści z Gminy Poniec”, Łukasz Idowiak zamieścił artykuł zatytułowany „Zdarzyło się 65 lat temu”. Opracowany na podstawie wrocławskiej prasy tekst („Pionier”, 27. 05. 1946 r., nr 124, s. 3 oraz „Naprzód Dolnośląski”, 28. 05. 1946 r., nr 89, s. 5) dotyczył wyjazdu piłkarzy „Ponieckiego” Klubu Sportowego (PKS) do Wrocławia na towarzyski pojedynek z „Pierwszym” Klubem Sportowym (IKS) Wrocław. Opierając się na sprawozdaniach ówczesnej prasy, autor zaprezentował ogólną relację z przebiegu piłkarskiego spotkania. Dysponując krótkimi notatkami nie mógł przytoczyć szczegółowych informacji, jak choćby podanie składów drużyn piłkarskich oraz strzelców bramek.

Dziś, dzięki uprzejmości Czesława Koniecznego, uczestnika ówczesnego pojedynku, istnieje możliwość przedstawienia szerszego opisu piłkarskiego wydarzenia.
- Zarząd „Ponieckiego” KS nawiązał kontakt z „Pierwszym” KS we Wrocławiu (dzisiejsza Ślęza Wrocław) za pośrednictwem rodziców naszego kolegi Jana Minty - wspomina Czesław Konieczny. Państwo Mintowie, mieszkający po zakończeniu II wojny światowej we Wrocławiu wydatnie przyczynili się do nawiązania kontaktów pomiędzy klubami, bowiem do wyzwolenia Ponieca byli jego mieszkańcami. Termin spotkania ustalono na 26 maja 1946 r., w dzień Zielonych Świątek. PKS był pierwszym klubem z Wielkopolski, który zawitał do Wrocławia. Wyjazd nastąpił we wczesnych godzinach rannych ok. 5. 30. Najpierw z Ponieca do Bojanowa jechaliśmy czystym umajonym wozem bydlęcym na gumowych kołach p. Franciszka Nowickiego, a dalej już pociągiem do Wrocławia na Dworzec Świebodzki. Na dworcu oczekiwał nas już Jan Minta oraz prezes IKS p. Kazimierz Grabski - jeden z dyrektorów MPK we Wrocławiu. Specjalnym tramwajem dojechaliśmy przez zburzone ulice na stadion, który zrobił na nas duże wrażenie. Po krótkim odpoczynku spożyliśmy obiad w jednej z wrocławskich restauracji. W godzinach popołudniowych przeszliśmy na obiekt. Szczególne wrażenie zrobiły na nas szatnie, które były czyste, wygodne i obszerne. Na meczu obecnych było kilka tysięcy widzów, w tym ok. 2 tysięcy żołnierzy radzieckich, którzy owacyjnie nas powitali i mocno dopingowali. Drużyna nasza reprezentowała się wspaniale - nowe, białe stroje z czerwonymi pasami (koszulki i spodenki) oraz getry piłkarskie biało - czerwone.



Poziom meczu był bardzo wyrównany (1:1), lecz sędziowanie według nas było stronnicze na rzecz gospodarzy. Bramkę dla PKS zdobył Heniu Nowicki. Pojedynku nie udało się dokończyć. Wpływ na to miała sytuacja sprzed końca spotkania, kiedy to po brutalnym faulu na ponieckim bramkarzu, stracił on przytomność. Wykorzystał to zawodnik gospodarzy, który w zamieszaniu skierował piłkę do siatki. Sędzia uznał gola, co doprowadziło do sprzeczki pomiędzy piłkarzami. Rozbieżne zdanie naszego kapitana Jana Minty oraz Antoniego Arbacha z IKS doprowadziły do przedwczesnego zakończenia meczu. Bramkarza odwieziono do szpitala, lecz po odzyskaniu przytomności wrócił on do zespołu. Drużyna nasza nie była tłem dla wrocławian, lecz godnym i wymagającym partnerem na boisku - kontynuuje Czesław Konieczny. W mojej pamięci pozostały niektóre nazwiska piłkarzy wrocławskich: Jednoróg, Kosturkiewicz, Arbach, Cygan, Żabicki, Kowalik, którzy wywodzili się z pierwszoligowych klubów Pogoni i Czarnych Lwów. W godzinach wieczornych oraz przedpołudniowych następnego dnia zwiedzaliśmy Wrocław. Powojenny krajobraz zniszczonych budynków i ulic robił na nas przygnębiające wrażenie. Późnym wieczorem wróciliśmy do Ponieca. W wyjeździe towarzyszyli nam wierni kibice w osobach m. in.: Franciszka Nowickiego, Leona Krzywiaka, Czesława Podborowskiego, Ryszarda Mulczyńskiego, Teofila Szymankiewicza, Stanisława Litwina, Tadeusza Budnego, Mariana Krystkowiaka z żoną oraz narzeczona Mariana Litwina - „Kocia”. „Poniecki” Klub Sportowy reprezentowali: bramkarz - autor niniejszej informacji; obrońcy - Ignacy Matyja i Jan Minta; pomocnicy: Marian Grodzki, Marian Litwin i Stanisław Juskowiak oraz napastnicy: Feliks Musiołowski, Lucjan Mietliński, Czesław Grodzki, Henryk Nowicki i Tadek „Lwowiak”. Skład uzupełniali rezerwowi: Marian Żarnowski, Stanisław Mikulski oraz Henryk Kruś.
Z ponieckiej drużyny ówczesny pojedynek pamięta jeszcze czterech piłkarzy - Feliks Musiołowski (lat 90), Marian Litwin (lat 89), Henryk Nowicki (lat 88) mieszkańcy Ponieca oraz autor (lat 86) obecnie mieszkaniec Poznania.



Po tych zawodach straciliśmy wspaniałego kolegę i zawodnika Jana Mintę, który przeniósł się do IKS Wrocław, otrzymując pracę w MPK Wrocław. Współpraca z IKS utrzymywała się nadal dzięki Janowi Mincie, jak choćby poprzez udział zawodników wrocławskich podczas dorocznych zawodów o puchar miasta Ponieca, kiedy to zespół z Ponieca wspomagali m. in.: Jan Minta, Antoni Arbach, Kowalik, Żabicki. Zawody pucharowe wieńczyły naszą miłą i pożyteczną współpracę.
Na koniec kilka słów należy poświęcić naszemu wspaniałemu koledze, sportowcowi, człowiekowi, mieszkańcowi Ponieca Jankowi Mincie. Urodził się w 1917 r. pod Krotoszynem. Przed II wojną światową był członkiem zawodowej orkiestry wojskowej w 56. Pułku Piechoty w Krotoszynie, zaliczanej do grona najlepszych w II Rzeczypospolitej - gdzie wstąpił jako elew. Orkiestra ta często koncertowała w Poniecu, m. in. z okazji świąt państwowych i miejskich. Po kampanii wrześniowej 1939 r. Jan Minta wrócił do rodziny w Poniecu. Za grę hymnu narodowego Niemcy jego matce - z pochodzenia Niemce, dali do wyboru, albo złoży podpis pod volkslistą, albo Jan trafi do aresztu. Matka nie zgodziła na podpisanie listy, przez co też Janek trafił najpierw do VII fortu w Poznaniu, Dachau a następnie do Sachsenhausen koło Berlina. Dzięki bardzo dobrej grze w piłkę nożną otrzymał pracę w kuchni i przetrwał wojnę. Razem z nim w obozie przebywali profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego, syn Stalina oraz specjalnie strzeżony Grot-Rowecki. Po zakończeniu wojny powrócił do Ponieca, gdzie żył z handlu, nadal z zamiłowaniem grając w piłkę nożną. Następnie związał się z Wrocławiem. Grając w „Pierwszym” Klubie Sportowym prezentował się na tyle dobrze, że otrzymał propozycję przejścia do Gwardii Wrocław. We Wrocławiu poznał żonę, z którą później zamieszkał w Górze Śląskiej. Tam podjął pracę w miejscowej cukrowni i wstąpił do orkiestry dętej, gdzie został kapelmistrzem. Następnie był dyrektorem Domu Kultury. Wykształcił muzycznie dziesiątki młodych ludzi. Skomponował na trąbkę hejnał Góry. Jego życiowymi pasjami, dla których żył, były piłka nożna i muzyka. Zmarł w Górze w wieku 85 lat.

CZESŁAW KONIECZNY POZNAŃ, PAŹDZIERNIK 2013 R.
Wieści z gminy Poniec
Nr 34 Październik 2013
< Poprzedni   Następny >

Top!